poniedziałek, maj 26, 2008

Kampania prezydencka w USA

Staruszek John McCain (ma myspace'wy profil), czarnoskóry Barack Obama, a może wypadająca z gry, do bólu ambitna Hillary Clinton? W tym gronie rozegra się walka o Biały Dom. Nie oznacza to jednak – jak sugerują medialne relacje - iż tylko ich troje stanęło w prezydenckie szranki.

Fakt, na głównym placu boju starły się potężne obozy: Demokratów i Republikanów. Poza ringiem tkwi Partia Libertariańska (istnieje od 1971 roku), która zwykła podbierać Republikanom ułamek zorientowanych konserwatywnie wyborców.

Partia Libertariańska postawiła na republikańskiego senatora Boba Barra. Mniej państwa, więcej indywidualnej wolności, ochrona granic i restrykcyjna polityka emigracyjna, wreszcie , izolacjonizm - to libertariański kanon, który promuje, bez szans na wygraną, senator Barr.

Część radykałów wyczulonych na kwestie ochrony środowiska i socjalne zagłosuje pewnie na Ralpha Nadera. Jest postrzegany jako bardziej antyestablishmentowy niż główni pretendenci królujący w tv, niż porywający młodych Barak Obama.

Nader i Barr nie mają wielkich pieniędzy, nie sprzyjają im mainstreamowe media, nie stoi za nimi wpływowe waszyngtońskie lobby. W wyborach przepadną z kretesem. I może dlatego śledzący każdy szmer, każdą plotkę dochodzącą z prezydenckiego pola boju The Huffintgton Post nie uwględnia ich nawet w swoim horoskopie.

piątek, maj 23, 2008

Krucjata przeciw foliówkom

Nim nastała wiosna krajobraz upstrzony strzępami folii wyglądał jak rozrastające się pobojowisko, albo sceneria z filmów Szulkina. Tylko zamiast bezradnych uciekinierów mieliśmy i mamy sytych i zadowolonych konsumentów.

W soczystej zieleni foliowe torebki z logo rozlicznych supermarketów nie rzucają się za bardzo w oczy. Lecz jesienią nad działkowymi ogródkami będzie się niósł pod niebo smród palonego plastiku. Zatem słowa „krucjata” - mimo wojowniczych konotacji - jest jak najbardziej na miejscu.



Pewnikiem nie ma drugiego kraju w Europie, którego obywatele z desperacją i bezradnością mieszkańców slumsów - ale nic nie tracąc z konsumenckiego zadowolenia - tak wokoło siebie syfią.

Stąd akcja "Dziennika" - aby raz na zawsze uporać się z foliowym problemem - godna jest aprobaty. Można się podpisać pod obywatelskim projektem ustawy. Można zwyczajnie w świecie z odmowy przyjmowania śmieciowego gadżetu uczynić nawyk.
Zwykłem odmawiać, odruchowo. Medialna krucjata zwiększa szanse zaszczepienia w narodzie mody na ekologiczne torby. Jeśli skorzysta na tym przyroda, co jest nagannego w takim interesie?

***
Z plastikowych toreb najbardziej wolę taką. A propos, pomysłów na wykorzystanie folii magazyn Instructable ma szereg. Czy nie warto przy okazji szukać inspiracji w old skulowych instruktażowych audycjach pana Słodowego?






Nie bierz folii w sklepie

czwartek, maj 22, 2008

Słowo na Boże Ciało

Przyznając rację zafiksowanym na punkcie praw patentowych orędownikom walki z piractwem: czyż nie powinno się uznać, że i klonowanie jest kradzieżą praw autorskich?

***

Andrzej Stasiuk: Czym jest śmierć? Czym jest dziwna chwila, gdy ciało nie poruszy się już nigdy? Wciskamy klawisz stop, gasimy światło, jeszcze tylko łazienka i można iść spać.

wtorek, maj 20, 2008

Art: przepowiadanie przyszłości

Są jak wywołane psychoaktywnymi specyfikami widziadła, które dopadają technomaniaka cierpiącego na bezsenność: metalowe (?) drzewo z konarami napędzanymi spalinowym silnikiem. Groźne ptasie szpony. Wymowny tytuł: „Firebird”.





Można dopatrywać się w pracach Jonathana Schippera cienia antyutopijnych fascynacji albo przestróg. Bowiem, jeśli coś jest do wyobrażenia, to tym samym jest możliwe, nieprawdaż?




***
Humanistyczny i afirmujący potencjał akcentują projekty Jarosława Kozakiewicza. Tańczący chodnik, wieże tlenowe – nimi można się zachwycać.

****
Uznając przeludnienie za wyzwanie Eugene Tsui stworzył projekt oszałamiającej mieszkalnej wieży dla miliona osób (ok. 3 km wysokości, szerokość kilometr). Za inspirację Ultima Tower posłużyła termiteria.



Budowa kompleksu - z założenia łączącego nowoczesność i ekologiczne walory - ma kosztować circa 150 mld dolarów. Demiurgiczna odwaga, czy szaleństwo?


A może projekt zasługuje na miano cudu świata? Spójrzmy też inaczej. Co jeśli zbliża się nowe średniowiecze, kiedy człowiek egzystując w nieprzyjaznym otoczeniu, pełnym konfliktów, zostaje zmuszony szukać schronienia w samowystarczalnej twierdzy...

niedziela, maj 18, 2008

Iggi Pop czyta NYT, Leningrad lubi kokę

New York Times'a zwykł czytać przed koncertem Iggi Pop. O gazecie wspomina koncertowy raider gwiazdy.
Nieobliczalny punkowy szaleniec, tarzający się za młodu w tłuczonym szkle, na stare lata zaczytujący się liberalną gazetą... zaskoczeni?

Mnie zaskoczyła bardziej zauważalna zmiana frontu przez konserwatywny raczej dotąd "Dziennik" (sprzyjającego nie tak dawno pisowskiemu projektowi IV RP ). Gazeta zafundowała czytelnikom artykuły, które zwykłaby skrytykować, gdyby poszły w Gazecie Wyborczej. O doświadczeniach z marihuaną opowiadają intelektualni mentorzy: Agnieszka Holland, Paweł Śpiewak, Ireneusz Kamiński. Całkiem lekkie i całkiem przyjemne.

Z kolei z artykułu o rosyjskiej grupie Leningrad dowiadujemy się o pasji lidera do słowa "chuj". Nadto dziennikarz z beztroską odnotowuje, jak to w ramach powitanie na Okęciu, Rosjanie zażyczyli sobie kokainy.


Świat się kończy, na szczęście nie od dziś.




***
Nie wiemy, kto odkrył wodę, lecz możemy być pewni, że nie była to ryba. Środowisko, które całkowicie otacza, jest niemożliwe do zauważenia.

To znaleziony w szpargałach cytat z McLuhana; nie wiem, kto tłumaczył. Słowa zawierają wyraźną sugestię zerwania z rutyną. Podróż i eksperyment w pewnym sensie, w swojej obietnicy "nowego" są tożsame.

sobota, maj 17, 2008

bajkowa sobota

Ktoś miał nielichą wyobraźnie i krzepę w łapach. Pospawać taka masę żelastwa w fantazyjne stwory, owady, postacie z bajek. Wyłaniając się z wody, pewnie w nocy straszą przyjezdnych.



***

piątek, maj 16, 2008

Ideowa mizeria, panowanie PR

Do wakacji trochę zostało, a mnie już bokiem wychodzi polityczne plażowanie. To tabloidowe piarowskie bicie piany, czarowanie pustymi gestami i słowami.

Aczkolwiek w tym głodzie za polityką nie ma grama tęsknoty za rozpierduchą w stylu PiS i jego niesławnych partnerów. Jeszcze dziś czuję ulgę, że ta konserwatywna, reakcyjna, w sumie kanapowa, rewolta jest za nami.

Najzwyczajniej brakuje mi publicznych sporów o sprawy, o które kruszyć warto kopie: o edukację (czy studia winny być płatne?), o prawa seksualnych mniejszości (małżeństwa homoseksualne?), o pozycję Kościoła w państwie, o zasadność penalizacji zażywania narkotyków, o jednomandatowe okręgi wyborcze.

Tematów powiązanych wprost z modernizacją kraju jest wiele. I nie jest tak, że jej sukces zależy od tego, czy wykorzystamy Euro 2012. To infantylne uproszczenie, bo drogi, porty lotnicze i hotele nie decydują o modelu ustrojowym państwa.

A ja chciałbym wiedzieć, czy za parę lat bliżej będzie nam do liberalnej Holandii, socjalnej Skandynawii, czy zachowawczej Austrii.

Zresztą konflikty ideowe podtrzymują zaangażowanie w sprawy publiczne. Służą demokracji, utwierdzając obywatela w przekonaniu, iż procesy politycze są po części przejrzyste, a ważne decyzje nie zapadają za spuszczoną kurtyną, lecz są przedmiotem otwartych negocjacji.

Nie mogę pojąć, co sprawia, że słuszna skądinąd agonia populistycznych pieniaczy spod znaków LPR i Samoobrony, rozkład dychawicznego SLD i konanie PiS, oznacza zanik jakiejkolwiek politycznej i intelektualnej alternatywy dla konserwatywnej PO. Że partia Donalda Tuska takiego oponenta nie ma, to fakt niezaprzeczalny.

Z racji tej mizerii, a może ją podtrzymując, aktorzy sceny politycznej ekscytują się potknięciami lidera sondażowego peletonu, upatrując w nich szans dla siebie. Jeśli strzeli gafę to może wyborcy go odstrzelą i my wskoczymy na jego miejsce – oto finezja partyjnych strategów, którzy w cynicznym wyczekiwaniu na odwrócenie społecznych sympatii, są zgodni niezależnie, jak bardzo gryzą się ze sobą barwy ich partyjnych sztandarów.